Daniel Castellani: Wsadzano mi w usta słowa, których nie powiedziałem
Daniel Castellani wczoraj odleciał z Polski do Argentyny. - Żałuję, że nie dano mi dokończyć pracy, przerwano ją w połowie drogi - mówi trener, który rok temu z naszą kadrą wywalczył mistrzostwo Europy.
Czy warto było grać uczciwie w mistrzostwach świata?
Daniel Castellani: - Moment, w którym pojawiło się to pytanie, był początkiem zablokowania zawodników. Przed meczem z Serbią usłyszałem: Co robimy? Odpowiedziałem: po co trenujecie codziennie po osiem godzin dziennie, wkładacie w to tyle serca? Po to, by zastanawiać się nad porażką? Mecz wygraliśmy, nie było jednak radości, bo mieliśmy świadomość, że czeka nas Brazylia i Bułgaria. Ala nadal jestem dumny z decyzji, jaką podjąłem. Mimo że w jakimś sensie kosztowała mnie ona utratę stanowiska.
Kiedy zorientował się pan, że zostanie zwolniony?
- Po powrocie do Polski zaczęła się dyskusja, czy będę nadal trenerem reprezentacji. Starałem się zwracać uwagę na to, co mówię. A po każdym spotkaniu pojawiały się różne wersje tego, co powiedziałem. Gdy to usłyszałem, nabrałem przekonania, że decyzja już została podjęta.
Działacze nie mówili prawdy?
- Pojawiło sporo kłamstw. Na przykład, że w kontrakcie jest zapisany wynik, jaki mam osiągnąć w mistrzostwach świata, że ma być co najmniej czwarte miejsce, bo inaczej umowa może być rozwiązana. Nie było czegoś takiego. Wsadzano mi w usta słowa, których nie powiedziałem. To przykra sytuacja.
Prezes PZPS Mirosław Przedpełski mówił, że wysłał panu sms z informacją o zwolnieniu. Dostał go pan?
- Tak, ale w czwartek, trzy dni po zwolnieniu.
Przedpełski mówił też, że raport, który pan napisał, był nijaki, że nie przekonał go, stąd decyzja o zwolnieniu?
- Mam wrażenie, że raport nie miał żadnego wpływu, bo decyzja została podjęta wcześniej i u jej podstaw leżały inne przyczyny niż to, co znalazło się w raporcie.
Jakie?
- Najlepiej zapytać zainteresowanych. A jeśli czegoś zabrakło w raporcie, działacze mogli mnie o to zapytać. Chętnie wszystko bym wyjaśnił. Takie pytanie jednak nie padło
Czuje pan żal do Przedpełskiego?
- Tak. Zapytałem go czy jest powód, dla którego powinienem być obecny w Polsce, gdy zapadnie decyzja. Odpowiedział, że nie. Potem niektórzy mi wyrzucali, że mnie nie było wówczas na miejscu. Żałuję, że nie dano mi dokończyć pracy, przerwano ją w połowie drogi.
Rozmawiał Ryszard Opiatowski
ZAKSA Kędzierzyn-Koźle pozostaje niepokonana w PlusLidze, a postawa tego zespołu naprawdę imponuje. Libero kędzierzynian, Piotr Gacek przyznał, że ekipa swoją obecną dyspozycję zawdzięcza treningowi oraz znakomitej atmosferze panującej w zespole.
Politechnika Warszawska była ostatnio pogromcą faworytów. Wam się udało ich pokonać. Czytaliście dobrze grę rywali czy to bardziej atmosfera panująca w zespole?
Piotr Gacek: -Ja myślę, że tro
chę to i to. Naprawdę obawialiśmy się zespołu z Warszawy, bo w dwóch pierwszych kolejkach prezentowali się wyśmienicie. Wygrali z Jastrzębiem, wygrali z Rzeszowem, to nie są zespoły, z którymi się wygrywa przez przypadek, także naprawdę spodziewaliśmy się ostrej walki. Odpowiednio podeszliśmy do tego meczu. Nie ustrzegliśmy się błędów i to właśnie było powodem przegranej w trzeciej partii, ale cieszy to, że po przegranym secie odstawiamy wszystko na bok i dalej idziemy krok do przodu, pokonując rywala w ostatnim secie dość wysoko. Tak, że cieszy nasza postawa, atmosfera jest wyśmienita, to na pewno pomaga w grze, ale przede wszystkim myślę, że koncentracja i danie z siebie 100% na treningu. Później przekłada się to na mecz. A trenujemy bardzo dobrze, więc myślę, że to też ma wpływ na wynik.
liderem
- Na pewno tak. Sebastian daje bardzo dużo dla zespołu. Jest kapitanem, bardzo dużo daje na boisku i poza nim. Myślę, że to jest taki człowiek, który potrafi rozwiązać każdy konflikt, każdą sytuację, która jest do wyjaśniania. Jest po prostu odpowiednim człowiekiem na odpowiednim stanowisku a myślę, że w Kędzierzynie się czuje bardzo dobrze. On tu zdobył tyle mistrzostw i powrót na kędzierzyńską ziemię mu bardzo dobrze zrobił. Prezentuje się bardzo dobrze i mam nadzieję, że tak będzie się prezentował cały sezon. Macie świetny bilans przed środowym pojedynkiem ze Skrą. A jak się pan czuje przed powrotem do Bełchatowa? - Na pewno będą jakieś emocje jak się już pojawią na tej hali. Trenowałem tam i grałem przez dwa lata, to były bardzo udane dwa lata, bardzo miło wspominam pobyt w Bełchatowie. Z dużym szacunkiem podchodzę do działaczy i do zawodników z Bełchatowa, bo to są naprawdę wspaniali ludzie. Ale na meczu już nie ma sentymentów. Będę robił wszystko, żebyśmy wygrali ten mecz.
- Na pewno tak. Sebastian daje bardzo dużo dla zespołu. Jest kapitanem, bardzo dużo daje na boisku i poza nim. Myślę, że to jest taki człowiek, który potrafi rozwiązać każdy konflikt, każdą sytuację, która jest do wyjaśniania. Jest po prostu odpowiednim człowiekiem na odpowiednim stanowisku a myślę, że w Kędzierzynie się czuje bardzo dobrze. On tu zdobył tyle mistrzostw i powrót na kędzierzyńską ziemię mu bardzo dobrze zrobił. Prezentuje się bardzo dobrze i mam nadzieję, że tak będzie się prezentował cały sezon.
Macie świetny bilans przed środowym pojedynkiem ze Skrą. A jak się pan czuje przed powrotem do Bełchatowa?
- Na pewno będą jakieś emocje jak się już pojawią na tej hali. Trenowałem tam i grałem przez dwa lata, to były bardzo udane dwa lata, bardzo miło wspominam pobyt w Bełchatowie. Z dużym szacunkiem podchodzę do działaczy i do zawodników z Bełchatowa, bo to są naprawdę wspaniali ludzie. Ale na meczu już nie ma sentymentów. Będę robił wszystko, żebyśmy wygrali ten mecz.